Więzienie Bodmin w Kornwalii

Zwiedzenie XVIII-wiecznego więzienia poleca się osobom, a nawet całym rodzinom z dziećmi, które lubią makabryczne atrakcje, ale czy taki sposób przedstawiania tego miejsca (ewidentnie w celach marketingowych) jest adekwatny do prawdziwych wydarzeń? Mowa tu o 60  egzekucjach.
 
Nie ulega wątpliwości, że inwestor zwęszył świetny interes. Więzienie Bodmin w Kornwalii podobno było jednym z najbardziej nawiedzonych miejsc w Wielkiej Brytanii, a przerobiono je na muzeum, a raczej centrum edukacyjne, i ogromny hotel z 63 pokojami, zajmujący dwa skrzydła budynku.
 
Inwestycja pochłonęła 30 milionów funtów. Wydaje się, że w erze horrorów, jednak głównie z rzeczywistości filmowej, wirtualnej, ale i książkowej, prawdziwe emocje są na wagę złota... Ludzie wybierają to miejsce, aby poczuć grozę. I to się im udaje. W Bodomin można nie tylko wysłuchać strasznych opowieści, zobaczyć na własne oczy, jak wyglądało życie w więzieniu, ale i spędzić noc w budynku, w którym dochodziło do zjawisk paranormalnych.
 

 
Zdjęcie: „Duch” z Bodmin, Cornwallive.
 
Niektórzy podejrzewają, że są to duchy straceńców, którzy zmarli w wyniku więziennych egzekucji, a po śmierci ponoszą dodatkową karę za swoje występki – muszą błąkać się po Bodmin. Są to tylko niczym niepotwierdzone plotki, na które mógł mieć wpływ upiorny klimat tego miejsca, noszący znamiona strasznych historii jego mieszkańców.
 
Więzienie zbudowano w 1779 roku z inicjatywy miejscowych sędziów. Składało się z trzech zakładów karnych: dla poważnych zbrodniarzy, dłużników i drobnych przestępców. Kobiety odsiadywały kary oddzielnie. Więźniowie posiadali indywidualne cele, ale też kaplicę i ambulatorium dla chorych. Ponadto mieli dostęp do ciepłej wody. Po wzroście przestępczości w 1820 roku trzeba była rozbudować placówkę, aby zachować konieczną segregację. W latach 50. XIX wieku powstało 220 nowych cel, co jednak okazało się przesadą w stosunku do liczby więźniów. Od 1887 rozpoczęto przenoszenie więzienia. W okolicach I wojny światowej powoli przestawało być przydatne. Zamknięto je w 1922 roku, a całość sprzedano w 1929 roku. Zaraz potem pojawiły się doniesienia o tym, że opustoszały budynek jest nawiedzony, dlatego też powoli zaczął zamieniać się w ruinę. Nowe turystyczne przeznaczenie pozwoliło mu przetrwać.
 

 
Zdjęcie: Cornwallive.
 
„The Guardian” poleca zabrać tam swoje dzieci, jeśli chcemy je trochę nastraszyć lub, w przypadku, gdy lubią opowieści o duchach i morderstwach, ale przecież miały tam miejsce prawdziwe egzekucje. Między 1753 a 1909 rokiem wykonano tam 60 wyroków pozbawienia życia. Wiążą się one z historiami więźniów, cierpieniem ich ofiar, a później odpokutowaniem ich samych w okrutny i niehumanitarny sposób.
 
Marketing najczęściej nie ma nic wspólnego ze współczuciem, ale szokując, podbija popularność i niektórych jeszcze przyciąga. Strona internetowa kompleksu Bodmin jest utrzymana w stylistyce nieco tandetnej grozy. Na pierwszym planie widnieje sznur. Do tego można jeszcze dołożyć sesje ślubne, które się tam odbywają! Wydaje się to absurdalne, a jednak taka jest rzeczywistość (a raczej kapitalizm), a wystarczyłoby odrobinę skorygować kierunek PR-u i promować więzienie z większym wyczuciem smaku, gdyż sam pomysł na zamienienie złej sławy tego miejsca w jego atut jest bardzo dobry.
 

 
Zdjęcie: Bodmin Jail, Tracey Warbey Photography.
 
Tak czy inaczej, warto zobaczyć więzienie na własne oczy, a nocleg rzeczywiście jest wyzwaniem, szczególnie dla tych mniej odważnych. Więcej informacji o ofercie Bodmin można znaleźć na wspomnianej już stronie internetowej, czyli tutaj.